O autorze
Przewodnik po Pradze http://www.gawlinskipopradze.pl/, od 2008 roku w jednym z najbardziej inspirujących miejsc świata, gdzie stara się rozwijać
turystykę alternatywną i piwną. Z wykształcenia politolog. Na blogu będę opisywał wszystkie
praskie i czeskie fenomeny, które mnie interesują. Od polityki, piwa, ciekawych postaci zaczynając.
Twittuję https://twitter.com/altPRAGUEguide , staram się trzymać rękę na pulsie wszystkich najważniejszych czeskich wydarzeń. Ale także odkrywać nowe zjawiska, o których sąsiedzi z północy, mogą jeszcze nie wiedzieć. OD NIEDAWNA TAKŻE NA INSTAGRAMIE: http://instagram.com/altpragueguide

By republika pozostała republiką. ROZMOWA z Janem Škvrňákiem

Miloš Zeman i Andrej Babiš.
Miloš Zeman i Andrej Babiš. ČTK
Rozpoczął się szczególny rok dla Czechów, bo z kolejną '8' w dacie. Wystarczy popatrzeć: lata 1918,1938,1948,1968...to lata wielkich, historycznych, często dramatycznych przemian. Przy tej okazji rozmawiam z historykiem Janem Škvrňákiem o niedawnych wyborach parlamentarnych i zwycięstwie Andreja Babiša. A także o zbliżających się wielkimi krokami wyborach prezydenckich.

Po ostatnich wyborach nastąpił przełom w czeskiej historii?

Nastąpiła zmiana, mam nadzieję, że tylko krótkotrwały regres. Do tego momentu oficjalna wersja historii była całkiem jasna i podzielana przez więszkość wyborców. Havel i jego przyjaciele z Karty 77 stanęli na czele Aksamitnej rewolucji i zaprowadzili demokrację, wraz z wolnym rynkiem. Przebiegła prywatyzacja, która pomimo wielu 'mafijnych' praktyk była potrzebna. Republika Czeska „wróciła do Europy”, do której zawsze należała. Nad rozwojem tej sytuacji czuwały dwie główne partie – prawicowa ODS i lewicowa ČSSD.

A Babiš chciał ten układ zmienić?

Narracja Andreja Babiša była inna. Porewolucyjny rozwój był jak Palermo, jak Matrix tradycyjnych partii. A on przyszedł by wymieść korupcję. Będzie prowadził państwo jak firmę. Do tego prostego schematu nie można było mieć zarzutów. Ale prawda jest taka, że Babiš w czeskim Palermo się wzbogacił. Chce zwiększyć swoje zyski i nie dostać się do więzienia.

Ale często sama wizja nie wystarczy...

Zmieniło się podejście do wyborów. Wcześniej zwracano większą uwagę na programy i partyjne umiejętności prezentowania ich. Teraz okazało się, że wyraźniejszą rolę odgrywa prosty, medialny przekaz. Z tego czerpał Babiš, nastawiony przeciwko migrantom Okamura, czy Piraci. Emocje zaczęły przeważać nad rozumem i faktami. Ale preludium do tego odegrało się już w momencie upadku wielkich partii i pojawienia się takich projektów jak ugrupowanie Rzeczy Publiczne ( Věci Veřejné) – biznesowy projekt pewnego szefa agencji ochroniarskiej...


Zwycięstwo ANO chyba nikogo nie zaskoczyło?

Liczono się ze zwycięstwem Babiša. Liberałowie mieli jeszcze nadzieje, że przeciwko niemu powstanie szersza koalicja prawicowo-centrolewicowa. Tak się nie stało. Babiš uzyskał blisko 30-procentowy wynik, przy aż 8 partiach w parlamencie, mógł gabinet tworzyć właściwie z każdym.

No właśnie, dlaczego konstruowanie rządu trwało mu tak długo?


Wcale nie trwało długo, może nawet o tydzień krócej niż ostatnio (przy rządzie ČSSD, ANO oraz KDU-ČSL). W Niemczech wciąż negocjują, a przecież wybory były tydzień wcześniej niż w Czechach. Dziwne jest to całe „negocjowanie” Babiša. Krótko po wyborach ogłosił, że najbliżej mu do ODS i Piratów, ale w ogóle z nikim nie rozmawiał. Zamiast tego wciąż prowadził kampanię i jeździł po kraju.

Może to była runda honorowa?

Do tego stopnia, że SPD Okamury oraz komuniści zaczeli się wręcz Babišowi narzucać. Wraz z nim udało im się podzielić ważnymi stanowiskami w izbie posleskiej. W końcu Babiš przedstawił rząd mniejszościowy, stworzony z jego byłych ministrów i łączonych z nim bezpartyjnych urzędników (np. szefowa urzędu finansowego, która likwidowała jego ekonomiczną konkurencję). Nie zdradził, czy ma potrzebne wsparcie dla tego rządu. Nie jest do końca jasne, o co mu chodzi. Czy chce naprawdę rządzić, czy liczy na kolejne, szybkie wybory, które dadzą mu jeszcze więcej głosów. Pewne jest jedno: swoje kroki konsultuje z prezydentem Zemanem, który walczy o kolejną kadencję. Głosowanie o wotum zaufania dla rządu, odbędzie się na kilka dni przed wyborami prezydenckimi. Babiš czeka jakie będzie stanowisko partii po pierwszym wotum zaufania. Być może oczekuje zmiany podejścia ČSSD, ODS i KDU w obliczu kolacji ANO z SPD Okamury i komunistami. Szantażuje bądź rządem mniejszościowym, bądź koalicją z wyżej wymienionymi aktorami.


Wspomniał Pan, że Babiš nie przestał jeździć do wyborców nawet po zwycięstwie w wyborach. Co charakteryzuje jego zwolenników?

Specyficzne jest to, że wyborcy Babiša nie są widoczni, ich dominacja nie jest zauważalna na ulicach. Dam przykład z mediów społecznościowych. Na facebooku głośni są wyborcy antyemigracyjnej SPD i Piratów. Twitter należy do proeurpejskiej TOP09 (uzyskała tylko 5%). Także na prowincji nie prowadzi się rozmów politycznych.
Wyborca Babiša jest cichy. Nie rozgłasza światu swoich preferencji, podobnie jak zwolennicy komunistów, część z nich zresztą przeszła na stronę ANO. Z wejściem Babiša do polityki jeszcze bardziej upadła kultura polityczna. Przed tym ministrowie ODS i ČSSD kończyli urzędować przy lekkim podejrzeniu o korupcję, premier Topolánek odszedł po wypowiedzi pod adresem gejów, Babiš jest niezniszczalny. Jego wyborcom nie przeszkadza konflikt interesów – przecież posiada połowę mediów drukowanych, a jego firmy żyją z unijnych dotacji. Nie przeszkadza też drapieżny styl prowadzenia biznesu, wulgarność w mediach, czy w końcu postępowanie karne, które się przeciw niemu toczy..

Kim właściwie jest Babiš? W Polsce pojawiły się określenia „czeski Trump”, bądź „czeski Berlusconi”...

Raczej Berlusconi, niż Trump. Trump kilka razy w swoim życiu zabnkrutował i prawdopodobnie miałby więcej pieniędzy, gdyby pozwolił im spokojnie leżeć w banku. Babiš najbardziej podobny jest do wschodnich oligarchów. Człowiek zrodzony ze starego reżimu, który w erze transformacji szybko zwiększył swój majątek. Urodził się w Bratysławie, w rodzinie komunistów. Jego ojciec negocjował umowę GATT, matka pracowała w katedrze marksizmu-leninizmu. Młody Andrej studiował we Francji i Szwajcarii, potem na Uniwersytecie Ekonomicznym w Pradze. W latach 80-tych pracował w wydziale handlu zagranicznego (przedsiębiorstwo Petrimex), był członkiem partii, informatorem StB o pseudonimie Bureš. W połowie lat 90-tych założył w Pradze firmę Agrofert, siostrzaną firmę wspomnianego Petrimexu...To wtedy zaczyna się jego marsz po wielkie pieniądze. Firmę Agrofert przejął w typowy dla swoich praktyk sposób: przy pomocy szwajcarskiego przedsiębiorstwa swoich kolegów ze studiów, podniósł kapitał zakładowy. W szybkim czasie staje się znaczącym graczem na rynku petrochemicznym. Zaczyna inwestować do rolnictwa i przemysłu spożywczego. Na przełomie tysiącleci dobrze żył z politykami ČSSD i ODS, dzięki nim łatwo prywatyzował państwowe przedsiębiorstwa, zyskiwał państwowe i europejskie dotacje. W roku 2011 przyszedł mu do głowy pomysł, że zamiast korumpować zdyskredytowanych polityków, uchroni swój biznes i podniesie zyski dzięki bezpośredniemu uczestnictwu w polityce. Zakłada ANO 2011. Mówi się, że to partia wodzowska. Użyłbym raczej określenia – menadżerska. Babiš jest jej właścicielem – posiada nawet prawa autorskie...W roku 2013 uzyskał w wyborach 18% - drugie miejsce. Dało mu to fotel ministra finansów, z którego odszedł na krótko przed ostatnimi, zwycięskimi dla siebie wyborami, z powodu zarzutów o wyłudzenie dotacji unijnych przy budowie swojej siedziby, tzw. Bocianiego Gniazda...


Kiedy rozmawiam z Polakami po czeskiej polityce, często zastanawiają się, dlaczego w Czechach wciąż ludzie głosują na komunistów? Jest to część tej czeskiej lewicowości?


To nostalgia po starych czasach, kiedy wystarczyło się nie wychylać i człowiekowi było tak samo dobrze, jak sąsiadowi. Na komunistów głosują dziś emeryci, ludzie, którzy przegrali w czasach prywatyzacji, nie zarobili, nie zaoszczędzili, mają małe emerytury. Wcześniej komuniści byli jedyną partią protestu – tym przyciągali także inne pokolenia. Już w wyborach samorządowych można było jednak zauważyć, że ci wyborcy uciekli pod skrzydła ksenofobicznej SPD i populistycznego ANO. Lewicowość łączy się tu z nacjonalizmem. Przypomina mi to trochę Partyzantów Moczara, w łonie PZPR. Komuniści są antyniemieccy, problemem wciąż są dla nich Niemcy sudeccy, którzy dawno zginęli lub wyjechali. Protestują przeciwko NATO, trochę mniej przeciwko UE i mniejszościom. Przy tym nie przeszkadza im Babiš, drugi najbogatszy człowiek w kraju...

Petr Pithart powiedział kiedyś, że czeska historia jest jak klepsydra: po średniowieczu przez 2 wieki 'nie było nic'. Naród polityczny ukonstytuował się w XIX wieku, a społeczeństwo jest egalitarystyczne. Może to mieć wpływ na czeską lewicowość?

Kiedy patrzę jak lewicowi wyborcy przechodzą do obozu populistycznego, myślę, że to już zupełnie nie ma wpływu na sytuację. Historycznie – tak. Naród czeski został pozbawiony szlachty w czasie rekatolizacji. Była ona bądź zamordowana, bądź wypędzona, ewentualnie zasymilowana. Naród tworzyli więc 'selfmademani' z prowincji, którzy uzyskali wykształcenie w różny sposób. Pozostała szlachta czeska nie była zbyt zachwycona odrodzeniem narodowym. Łączyły ją związki z habsburskim dworem panującym i nie życzyła sobie zmian. Podobnie jeśli chodzi o kościół katolicki. Czeski naród musiał sobie poradzić bez tych liderów, nawiązywał na husyckie lub protestanckie tradycje (to tu są te dwa wieki próżni), pogardzał kościołem i szlachtą.

Warto o tym wspomnieć w rocznicowym roku 2018...

To się przejawiało 100 lat temu, przy powstatniu Czechosłowacji w 1918. Szybko przyjęto demokratyczne reformy społeczne (podobnie jak w Polsce: 8-godzinny dzień pracy, prawa wyborcze kobiet). My poszliśmy nawet dalej: zlikwidowano tytuły szlacheckie, przeprowadzono krzywdzącą dla szlachty reformę ziemską. Relacje z Watykanem były napięte, powstał domowy, czechosłowacki kościół.
Ale w ciągu tych 100 lat był jeszcze nazizm i komunizm, a to miało wielki wpływ na rozwój społeczeństwa. Dziś era fake news starła ideologiczne pewniki i linię demarkacyjną między lewicą i prawicą.


Już 12-13.1 wybory prezydenckie, a więc gorący polityczny okres w Czechach się nie kończy. Czy jest ktoś kto może przynajmniej zagrozić prezydentowi Zemanowi? 


Myślę, że Jiří Drahoš, były przewodniczący Akademii Nauk. Trzeba podkreślić, że wyborcy Zemana nie są monolitem, choć prezydent się o tą jedność starał. Przy ostatnich wyborach, największy przeciwnik Zemana – książę Schwarzenberg, minister spraw zagranicznych naprawdę aspołecznego wtedy rządu, był nie do przyjęcia przez wielu lewicowych wyborców. Ci głosowali na Zemana jako mniejsze zło. Dziś nie podobają się im jego wypowiedzi, także jego sympatia do Rosji i Chin. Drahoš jest nudnym, szarym chemikiem, który nie budzi emocji. Zemanowi i jego sztabowi będzie bardzo ciężko przedstawić go w złym świetle, wymyślić wiarygodne oszczerstwo. W przypadku Schwarzenberga zagrano sudecką i nazistowską kartą. Sztab Zemana musi znaleźć sposób, jak przyciągnąć kolejną grupę wyborców, którzy wybiorą go jako mniejsze zło – przeciwko Drahošowi. Inni kandydaci są zbyt kontrowersyjni dla opinii publicznej, bądź nikt ich nie zna.


Zdaje się, że Czesi lubią wybaczać swoim politykom wpadki. Do polityki wrócił expremier Mirek Topolánek, Zemanowi uszło na sucho naprawdę wiele. A może ten ludowy styl i bycie "swojskim" właśnie odpowiada większości wyborców?


MIloš Zeman jest ekonomistą, intelektualistą, całe swoje życie spędził w Pradze. Oczywiście przeniósł się na przedwczesną emeryturę na Wysoczynę. Może i to była polityczna kalkulacja. Swoim mocnym stylem i wulgarnością udało mu się jednak przekonać wyborców z niższych warstw, ze wsi, z małych miast, że jest jednym z nich i zna ich problemy. Tak samo Okamura, po części też Babiš. Potrafią komunikować się z normalnymi ludźmi. Inna sprawa, że wciąż byli w drodze w czasie pracowitej kampanii. Zajeżdżali także do małych miasteczek. Topolánek wśród lewicy i lewicowo nastawionych wyborców jest strasznie nielubiany. Wtedy nie chodziło wcale o to, że jego przyrodzenie znalazło się w prasie bulwarowej (w czasie imprez "bunga bunga" z Berlisconim). Chodziło o arogancki styl i prawicowe reformy.

Może mimo wszystko, gdyby Topolánek zgłosił kandydaturę wcześniej, miałby szansę powalczyć z Zemanem?


Nie sądzę. Topolánek przeszkadza wielu osobom. Był premierem prawicowego, nielubianego gabinetu, z mnóstwem niepopularnych reform i afer. Także jego charakter jest tu problemem: zachowywał się i zachowuje wciąż arogancko, grubiańsko, niegodnie jak na męża stanu. Żył w związku pozamałżeńskim, wspominaliśmy zdjęcia z willi Berlusconiego. Nie jest do przyjęcia na lewicy, a także w tej części prawicy, która wysoko ceni moralne imperatywy. To dobrze widać w sondażach. Pytanie – czemu w ogóle kandyduje? Może by zaspokoić ego, może przygotowuje grunt pod powrót do wielkiej polityki? A może to wynik umowy między Zemanem, a magnatami, którzy stoją za Topolánkiem? Bo kiedy nielubiany Topolánek wyeliminuje pozostałych liberalnych/demokratycznych/antyrosyjskich kandydatów, Zeman ma pewne zwycięstwo.


Mówi się, że Zemana może pokonać tylko jego organizm- czy nie jest to przypadkiem pobożne życzenie jego przeciwników?

Racja. Ja również się pomyliłem. Oczekiwałem, że umrze na przełomie wiosny i lata. W ciągu tych 4 lat widocznie się postarzał, schudł, ma problemy z chodzeniem. Mówiło się, że ma sztuczną nogę. Ale jak sam twierdzi czuje się świetnie, „opuściła go cukrzyca”. Intelektualnie wciąż jest to niebezpieczny przeciwnik, nie powinno się go skreślać. Z jego perspektywy – wciąż wypełnia cele, które sobie wytyczył.

Czesi i wasze '8' w datach wielkich, historycznych lat...czy ten 2018 też się w to wpisze? 


Mam nadzieję, że nie. Na świecie sytuacja jest zła. Jeśli się coś wydarzy, wątpię by było to pozytywne: coś na wzór czexitu lub totalitaryzm w wersji light według Andreja Babiša? Republika Czeska wciąż potrzebuje dziesięcioleci spokoju, by przezwyciężyć dziedzictwo i krzywdy nie tylko komunizmu, ale także nazizmu i monarchii habsburskiej.

Czego życzyć republice na 100-lecie?

Żeby pozostała republiką, by nie stała się oligarchią z wpływami wschodniego gosudara – włodarza. Żeby wróciła do ideałów, na których w 1918 roku powstała, a których nigdy nie udało się do końca wypełnić. By panowała tu parlamentarna demokracja, by wszystkie grupy społeczne były równe przed prawem. Niech ciężko pracujący fizycznie żyją w godnych warunakach. W końcu – żeby Republika Czeska dzięki swoim umiejętnościom i rozwojowi dokładała skromną cegiełkę do światowego rozwoju.

Jan Škvrňák jest pracownikiem Instytutu Masaryka w Pradze i doktorantem czeskiej historii na Uniwersytecie w Brnie. Wykłada tam historię Polski. Zawodowo zajmuje się gospodarczą i społeczną historią średniowiecza oraz historią stosunków polsko-czeskich.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...